24 czerwca 2016

Po ciemnej stronie medalu

Moją ulubioną porą roku jest z całą pewnością lato. Należę do ludzi zwanych potocznie "zimorodkami". Niskie ciśnienie krwi powoduje, że o wiele szybciej niż inni ludzie robi mi się zimno. A zimne stopy i ręce to już norma. Oczywiście zima to ta pora roku, w której najbardziej odczuwam skutki mojej "zimnej krwi". Jesienią mój organizm wie, że już nie dużo czasu pozostało czasu do najzimniejszego okresu w roku i to właśnie jesienią zaczynają się problemy "lodowatej ręki", a kończą wiosną. Lato to jedyny okres, w którym ręce mają temperaturę powyżej 0 stopni Celsjusza. Hahaha, no oczywiście żartuję, ale rozumiesz o co mi chodzi? To dobrze :)


Ale lato ma jeszcze jedną ważną funkcję w moim życiu. Nocną funkcję. To właśnie wtedy mój umysł się otwiera i myśli. Myśli o wszystkim i o niczym. O rzeczach ważnych i tych kompletnie marginalnych. O tym co będę jutro robił i o tym jak moje życie będzie wyglądało za 10 lat. Czy będę szczęśliwy? Czy znajdę miłość swojego życia? Czy będę mógł powiedzieć bez wahania: "Jestem spełniony!"?
Kocham gwiazdy. Wydają się być tak blisko siebie, choć tak na prawdę znajdują się tysiące, a nawet miliony lat świetlnych o siebie. Tak blisko, a tak daleko. Ja ludzie, którzy codziennie mijają setki innych ludzi, ale czują się wyobcowani i samotni. Ludzi tacy jak ja. To daje do myślenia. Czasami zdarzy się, że spadająca gwiazda przemknie w czasie takich moich rozmyślań. Wtedy zatrzymuję proces analizowania rzeczy, o której przed chwilą myślałem i zadaję sobie inne pytanie:
Czy właśnie w tym momencie spełniają się czyjeś marzenia?
To często powoduje lawinę nowych pytań. Czasami wtedy myślę kiedy ja spełnię swoje marzenia. Jeszcze nie znalazłem odpowiedzi na to pytanie, ale wierzę że kiedyś mi się uda. Musi. Ale kiedy?
Kiedyś, tak z 5-6 lat temu noc była moim największym przyjacielem. To był ten czas kiedy miałem najwięcej problemów i nie potrafiłem sam siebie zidentyfikować. Wiedziałem już, że jestem inny. Widziałem też, że takich jak ja społeczeństwo nie lubi. Że jedynym sposobem jest ukrycie swojego prawdziwego "JA" jest założenie maski innej osoby. Myślałem, że może kiedyś spotkam osobę, przed którą będę mógł się odsłonić.
Nie, po 6 latach nadal nie znalazłem takiej osoby. Może to i dobrze. Powinienem patrzeć na pozytywne aspekty swoich decyzji.
Wszystkie moje problemy zabierała noc. Im dłużej zwierzałem się jej z nich tym bardziej robiła się czarna.
O 3 nad ranem noc zaczęła powoli zmieniać się w poranek. Czarny kolor zaczynał zmieniać się w błękit pomieszany z różem i lekkimi odcieniami koloru pomarańczowego. Właśnie wtedy myślałem, że noc pomogła mi uporać się z problemami i mogę spokojnie zacząć nowy dzień.
To właśnie ona stała się powiernikiem moich największych sekretów i problemów. Ale z czasem, gdy stajemy się coraz bardziej dojrzali, taka noc zaczyna nie wystarczać. Nie potrafi ona nic poradzić. Ona tylko słucha. A to Ty w tym czasie tworzysz rozwiązania danego problemu. Ale czasami potrzebny jest ktoś kto trzeźwym okiem spojrzy na to co zrobiłem i oceni to swoją miarą. Pomoże. Pocieszy. Rozbawi. Gdzieś tam jest taka osoba. Ale czy kiedyś ją spotkam?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz