Właśnie w tym momencie myślę, że moje życie to wyłączne pasmo porażek. Ciężko Mi znaleźć jakiekolwiek wydarzenie, które mógłbym uznać za życiowy sukces. To głupie, ponieważ jeszcze wczoraj byłem kompletnie innego zdania.
Chyba każdy z nas ma ten czas, kiedy myśli że to co zrobił było głupie. Najchętniej schowałby się pod kołdrą i czekał, aż wszystko się naprawi. Ja tak właśnie mam. Chyba nie uczę się na własnych błędach. Ile razy mogę je jeszcze powtarzać, a później cierpieć z tego powodu? Ile razy myślę sobie, że nigdy nie zrobię takiego głupstwa? Ile razy dam się nabrać na ten sam scenariusz? Najwyraźniej wiele...
Dawno temu zauważyłem, że życie jest jak sinusoida. Są chwile, które mogą trwać wiecznie. Są też chwile, które najchętniej usunęlibyśmy w niepamięć. I przez jakiś spory kawałek czasu zacząłem wierzyć, że ta sinusoida to może jednak wymysł mojej niedojrzałej mózgownicy. Właśnie dzisiaj okazało się, że nie miałem z tym racji. Co gorsza, im więcej szczęśliwych momentów mamy w życiu przez pewien czas, tym większy i bardziej bolesny jest upadek.
Chyba potrzebuję kogoś kto następnym razem uratuje mnie od upadku. Osoby, która zobaczy że mój świat zaczyna się znowu walić, a ja zaczynam spadać w otchłań swoich lęków. Osoby, która nie będzie stała bezczynie i przyglądała się temu. Osoby, która złapie moją rękę i spróbuje mnie z tego wyciągnąć, dzięki czemu nie uderzę w dno swoich najgorszych myśli. A wiecie co jest najgorsze? To, że próbowałem taką osobą znaleźć i to właśnie przez to mój mały świat znowu jest w rozsypce. Najwyraźniej los chce mi coś przekazać. Dzięki losie, może teraz zapamiętam!
Ironią jest to, że dzisiaj miał być mój najlepszy dzień od kilku lat. To głupie jak jedno wydarzenie potrafi zbesztać człowieka i zostawić na pastwę koła fortuny. Mam nadzieję, że jutro zacznę już ponowne układanie swojego świata...
